Kojarzycie takiego aktora jak Rowan Atkinson lub jak kto woli Jaś Fasola? Zapewne większość z was zna go jedynie z tej roli. Jednak grał on także w znakomitej parodii Bonda, „Johnny English”, która ukazała się w 2003 roku. Opowiada ona o pracowniku biura MI-7, który z przymusu zostaje agentem. Jego zadaniem jest pilnowanie klejnotów Królowej Elżbiety II, ale jak można się domyślić, nie udaje mu się to. Postanawia, więc odnaleźć złodziei... Jednak skupmy się na sequelu, który dopiero co wszedł do kin.
„Johnny English Reaktywacja” opowiada nam o agencie specjalnej troski, którego gra Atkinson. Fabułą „Reaktywacji” jest zamach na jednego ze światowych przywódców. English zostaje przywrócony do służby w imię Jej Królewskiej Mości po pięcioletniej, przymusowej emeryturze na wskutek nieudanej akcji w Mozambiku. Zostaje on przydzielony do śledztwa, ale tkwi w tym głębsza sprawa. Odkrywa, że za wszystkim stoi Vortex, grupa profesjonalnych morderców.
Według mnie, film jest naprawdę doskonały, z wieloma zabawnymi i zaskakującymi scenami. Można go obejrzeć nawet, jeżeli nie oglądało się pierwszej części, gdyż jedynym łącznikiem pomiędzy obydwoma filmami, jest jedynie główny bohater - agent MI-7. Sądzę, że druga część jest jednak poważniejsza od pierwszej. Johnny już nie jest, aż taką fajtłapą jak w pierwszym filmie, jednak nadal udaje mu się coś zepsuć. Warto zostać pięć minut dłużej po zakończeniu filmu, aby zobaczyć dodatkową scenę, w której Johnny gotuje w rytm muzyki. Smacznego gotowania i oglądania.
